środa, 22 grudnia 2010

Polskie koleje organizatorem dzisiejszej przygody

No jasne, że słyszałam o zimowych problemach z komunikacją. Miałam jednak nadzieję, że mnie to nie będzie dotyczyło. Jakoś przecież musiałam dotrzeć do domu, a skończył mi się już proszek fju. Kiedy usłyszałam, że pociąg opóźniony 15 minut, no spoko zdarza się. Później 60 minut, hmmm chyba dzisiaj nie przyjedzie. Później podstawili niewidzialny autobus, który nas nie zabrał. W końcu po wielu kombinacjach pojechałam okrężną drogą z przesiadkami. Dojechałam jedynie 3 godziny później niż zakładałam, to jest ponoć niezły wynik w stosunku do panującej sytuacji. W czym się objawia ten XXI wiek? W rzeczach, które mi się nie przydają. Niby jesteśmy panami świata, a drogi nie umiemy odśnieżyć i spokojnie przejechać 200 km.

Najlepszy efekt awarii pociągów. Ludzie razem ponarzekają i nawet się zintegrują. Nie czujesz się osamotniony. W końcu nie tylko Ty przymarzasz do podłoża obwalony ciężkimi tobołami. Polskie koleje uczą się od najlepszych i świetnie umieją zorganizować nam życie, a jeśli nie życie, to chwilę w życiu, która stanie się tematem do opowiadania przy świątecznym stole.

czwartek, 18 listopada 2010

No!

No! Jak dobrze jest powstać z mokrych liści.

Czy tylko ja mam tak, że te kolory jesienne wcale mnie nie zachęcają? No ja to na początku jesieni czuję się jakby mnie te wszystkie liście przysypały. Beznadziejna jest taka bezradność, no i te wstrętne nieróbstwo.
Zapewniam, że po tych wszystkich chwilach użalania się nad sobą w końcu może się to znudzić. Tak się użalałam, tak się nic nie chciało. Teraz widzę ile już zdąrzyłam (tak właśnie zawsze piszę to słowo, jeden z wielu błędów, które notorycznie popełniam) przegapić. Teraz widzę, jak wiele jest do przeczytania, do zobaczenia. Ehh jak dobrze jest to widzieć.
O tak!
I nawet mi się chce.
To piękne uczucie chcenia się jest chyba jednym z ważniejszym uczuć w moim, jeszcze świeżym życiu.

piątek, 22 października 2010

Zimno

Ta jesień tak szybko zawsze zamienia się w zimę, że właściwie to nie wiem jak ją nazywać. Się nigdy nic nie chce jak jest tak zimno. Tak jakby człowiekowi zamarzały dłonie i nic nie mógł zrobić. Tak jakby cały kostniał z zewnątrz i czekał aż ciepłe słońce go roztopi. Wtedy najchętniej by się siedziało w domku i piło herbatkę albo długo leżało w łóżku. Oj nie, wtedy to się absolutnie nie chce rano wstać z łóżka. Szczególnie, że jeszcze tak szaro jest, jakby dzień jeszcze nie wstał, a ja już muszę.
Czy to nie jest bez sensu, że ja codziennie wstaję po to, żeby zjeść śniadanie, umyć zęby i znów robić to co robiłam wczoraj?
Czy to na tym polega dorosłość? No dorośnijże wreszcie! Naucz się tak, jak my wszyscy wstawać codziennie rano by robić znów to samo.
To już przecież nawet nie tak, że każdy poniedziałek wygląda tak samo. On już nawet wygląda tak samo z wtorkiem i środą, a i O nieszczęsny! nawet z sobotą może się pomylić. Sami się dajemy w to wszystko wrobić. Że niby nie mamy na to wpływu? A guzik!
Ja mam.
Może nie mam nadzwyczajnego talentu, ani nawet szczególnego planu na życie.
Moim planem głównym jest nie żyć według planu.

czwartek, 7 października 2010

Właśnie taki

Właśnie taki Toruń lubię najbardziej. Stwierdziłam to dzisiaj, gdy szłam wśród lecących z góry liści. Dla mnie równie dobrze mogłyby lecieć z nieba. Jest pięknie szczególnie, gdy tak jak dziś świeci słońce. Przechadzam się między kamienicami i wyobrażam sobie, że jest kiedyś a nie dziś. Bo tego dziś to ja zbytnio nie lubię. Zbyt często jest takie surowe i bez klimatu. Tak jakby wszystko, co teraz tworzymy miało być jednorazowe. A ta stara architektura. Ta sztuka we wszystkim, co ludzie robili, to jest właśnie to! Dlatego lubię Toruń, bo tu jeszcze jest tyle starych kamienic, że mogę się czasem poczuć jakbym była nie teraz i nie tu.

piątek, 1 października 2010

Do trzech razy sztuka

Jak wiadomo student to istota poszukująca. Często licząca również na szczęście i niestety dosyć często potykająca się. Wiem coś o tym w końcu zostaję studentką już po raz trzeci. Właściwie przez te ostatnie dwa lata ani na chwilę nie przestałam nią być. W końcu dostałam się na mój wymarzony kierunek i mam nadzieję, a nawet zamiar go skończyć.

Jasne, że mi trochę głupio, a trochę też żal. Mama: "Zmarnowałaś już dwa lata. blabla...". Niczego ja nie zmarnowałam. Cały czas człowiek musi się wszystkiego uczyć. Szczególnie jak już właściwie Twój los zależy głównie od Ciebie. Wahasz się, no cholerka tak często się wahasz, ale jak już coś Ci się uda, jak już obierzesz dobry kierunek, to czujesz się jak odkrywca. Jak zdobywca nowego lądu.

Właściwie to nie wiedziałam, że dorosłość jest taka trudna. Cały czas jednak podtrzymuję to, że nigdy nie chcę być dorosła. Weszłam w ten świat dorosłych, przyjmuję ich zasady, nie wszystkie, ale przyjmuję.
Ale już to wiem. Nigdy, ale to nigdy nie będę dorosła! Nikomu się nie dam w to wrobić. Nie ze mną te numery.

piątek, 24 września 2010

Poruszenie

Świat nie stanie nawet na chwilę. Nic się nie zatrzyma.
Bynajmniej na razie się na to nie zapowiada.
Czy wstaniesz rano czy nie, czy wyjdziesz z domu czy nie. Wszystko i tak będzie działać jak należy.

A co gdyby tak nikt nie przyszedł dzisiaj do pracy?

sobota, 18 września 2010

Chwila na obczyźnie

Nie rozumiem, co Ci ludzie mówią. Nie jest mi z tym źle. Nie rozumiem tych wszystkich szyldów, napisów, reklam. Nie przeszkadza mi to. Litewski to trudny język. Jednak po dwóch dniach powiem już "cześć", "potrzebuję toalety". "dziękuję". Wilno wielkie i piękne. Granica już nie tą samą granicą, kiedy przejeżdżasz przez nią sobie tak po prostu. Na obczyźnie jesteś bliżej ludzi niż Ci się wydaje. Jesteś zdany na innych. Do you speak English? Pa ruski? Po polsku? Jakoś się dogadasz. Nawet na migi. Nie jestem turystką. Turyści nie podróżują autostopem i nie śpią na skłocie. Nie biorą prysznica w akademiku. Muzeum zwiedziliśmy tylko z powodu taniego biletu. Woleliśmy cieszyć się z wygranej w koszykówkę. Wtedy to była i nasza wygrana. My tam w tłumie, wołamy "Lietuva!!" i cieszymy się razem z Nimi. Oni umieli się cieszyć. Jak małe dzieci się radowali. Musieliśmy wracać, przez deszczowe, puste drogi. Przez zielone pola, a na tych polach nicość. Wróciliśmy i teraz wiemy jeszcze lepiej, jak bardzo świat jest dla nas otwarty.

wtorek, 7 września 2010

Wrzesień Jesień


Wrzesień  Jesień jest małym chłopcem. Ma zaledwie kilka dni. Ma zdecydowanie jedną i chyba jedyną zaletę, jest bardzo oryginalny. Na pewno jednak nie jest normalny. Jego charakteru nie oddają żadne kalendarze, mówiące o lecie kończącym się 23 września.
Pokazał już nam, że potrafi wiać jak cholera, i szybko spowodować, że krótkie rękawy od razu zamienimy na jesienne kurtki. Mało kto jest zadowolony, że On w ogóle przyszedł na świat. Większość jest zwyczajnie zaskoczona Jego postępowaniem wobec wszystkich. Wielu pewnie marzy, żeby uciec od Niego gdzieś  do ciepłych krajów, a na pewno ja.
Nie oszczędza On nam też obfitych deszczów, ale o tym nie pomyślał też Jego młodszy kolega Sierpień. Lipiec tak bardzo mnie ogrzał gorącym słońcem, że ciężko mi znieść chłodny styl bycia Września. Chyba będę musiała się z Nim pogodzić, bo tak się nie da żyć w tej niezgodzie. Tym bardziej, że musimy niestety razem spędzić jeszcze 3 tygodnie, a ja już  się boję na spotkanie z tegorocznym Październikiem. Na razie staram się choć trochę pogodzić z tym Wrześniem. Częstuję go ciepłą herbatą, a nawet proponuję szaliczek. Mówi, że na szalik mu jest za ciepło. Szczególnie, gdy wychodzi jeszcze dosyć ciepłe Słońce. Coś obawiam się, że się nie dogadamy.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Jestem

Jestem, umiem myśleć, umiem mówić, więc to robię. Umiem przeprowadzać jeszcze wiele innych procesów w sobie. O wielu nawet nie mam pojęcia, wielu też nie rozumiem, ale umiem. Umiem to robić, więc jestem. Właściwie to nawet swojego jestem jeszcze chyba za bardzo nie pojmuję. No, ale jestem, no bo co mam robić. Kazali mi jestem, to jestem jestem. Umiem myśleć, więc jakoś się składa, że myślę wiele. Umiem też mówić, więc mówię za wiele. Mam dużo do myślenia, dużo do powiedzenia, więc jestem też tu. Żeby pomyśleć i żeby powiedzieć... żeby napisać, bo pisać też umiem, co sobie pomyślałam. No to witam Was, witam Cię wirtualny świecie, bo to też potrafię i to w dodatku serdecznie. Serdecznie witam!