Jak ja uwielbiam celebrować poranki. Obudzona przez budzik, bądź pchnięta przez resztki silnej woli wstaję powoli z łóżka. Odpalam laptopa, zwanego Arkiem. Muzyka to podstawa, by dobrze zacząć dzień. Chwile spędzam w arkowym towarzystwie, odbębniając maila, facebooka i te inne. Drepczę do kuchni, by obudzić do życia kolejne domowe sprzęty. Czajnik oraz toster. I tak sobie w aromatach kawy, obsypana okruszkami tostowymi delektuję się własnym towarzystwem.
Prawdopodobnie tak wielbię poranki, bo rzadko mogę sobie pozwolić na ich celebrację. Ciężko celebrować coś wstając o 5.25, żeby zacząć dziewięciogodzinny dzień w pracy. Na przyjemności nie ma czasu i nie ma niestety często na nie siły.
Problemy z celebracją pojawiają się również, gdy na nic ona się nie zdała. Dlaczego dniu tak bardzo lubisz psuć mi poranki swoimi humorami? Dlaczego odciągasz mnie od lektury i karzesz gdzieś iść? Dlaczego straszysz mnie złymi wiadomościami?
No, ale wracam do celebracji. Dzisiaj mam na nią czas. I dzisiaj dzień mi jej nie zepsuje:)