No jasne, że słyszałam o zimowych problemach z komunikacją. Miałam jednak nadzieję, że mnie to nie będzie dotyczyło. Jakoś przecież musiałam dotrzeć do domu, a skończył mi się już proszek fju. Kiedy usłyszałam, że pociąg opóźniony 15 minut, no spoko zdarza się. Później 60 minut, hmmm chyba dzisiaj nie przyjedzie. Później podstawili niewidzialny autobus, który nas nie zabrał. W końcu po wielu kombinacjach pojechałam okrężną drogą z przesiadkami. Dojechałam jedynie 3 godziny później niż zakładałam, to jest ponoć niezły wynik w stosunku do panującej sytuacji. W czym się objawia ten XXI wiek? W rzeczach, które mi się nie przydają. Niby jesteśmy panami świata, a drogi nie umiemy odśnieżyć i spokojnie przejechać 200 km.
Najlepszy efekt awarii pociągów. Ludzie razem ponarzekają i nawet się zintegrują. Nie czujesz się osamotniony. W końcu nie tylko Ty przymarzasz do podłoża obwalony ciężkimi tobołami. Polskie koleje uczą się od najlepszych i świetnie umieją zorganizować nam życie, a jeśli nie życie, to chwilę w życiu, która stanie się tematem do opowiadania przy świątecznym stole.